
Alicante
Od kiedy Ryanair zaczął latać bezpośrednio z Polski do Alicante, stał się to dość popularny i modny kierunek. i całkiem słusznie – nie tylko Alicante ale całe Costa Blanca ma wiele do zaoferowania dla każdego.
Do Alicante pojechaliśmy trzeci raz. No może nie do końca. Za pierwszym razem nasza podróż zakończyła się na lotnisku w Gdańsku, kiedy z powodu mgły samolot nie poleciał. Potem byliśmy na Costa Blanca cały tydzień, ale dzień, który przeznaczyliśmy sobie na zobaczenia Alicante był deszczowy i burzowy i nie udało nam się za wiele zobaczyć. Tym razem, podczas hiszpańskiego tripa w czerwcu 2013 roku, wszystko udało się bez zarzutu. No może poza jednym ale… Nocleg tradycyjnie już zarezerwowałam na booking.com. Wybrałam pokój z łazienką za 36 euro za noc, co wydawało się ceną dość niską jak na takie miejsce w sezonie. Niestety, obawy były zdecydowanie uzasadnione. Pokój wyglądał zdecydowanie nieciekawie, okna wychodziły na inne pokoje (zero widoku na cokolwiek), a łóżka były bardziej pryczami niż łóżkami. Taki nocleg zdecydowanie nie zachęcał, żeby spędzić w pokoju jakikolwiek czas, więc wracaliśmy tam tylko po to, żeby się wyspać.
Do Alicante możemy polecieć np z Modlina. Obecnie ceny nie zachwycają, najtańsza wersja z Modlina to 340 złotych w maju, ale ceny powoli spadają na ten okres, więc warto śledzić ten kierunek. Dodatkowo do Alicante możemy też dostać się z Wrocławia i Katowic.
My do Alicante dostaliśmy się autobusem ALSA z Grenady, w której zwiedzaliśmy Alhambrę, więc tym razem nie korzystaliśmy się z lotniska. Podróż zajmuje ponad 5 godzin i kosztuje około 30 EUR. My wybraliśmy autobus z przesiadką w Murcji, dzięki czemu zaoszczędziliśmy trochę pieniędzy (warto sprawdzić cenę takiego biletu, bo czasem okazuje się, że jest taniej).
W drugiej połowie czerwca w całej Hiszpanii zaczyna się fiesta, która ma swój finał w najkrótszą noc w roku 23 czerwca. Choć do Alicante przybyliśmy 18 czerwca, fiesta trwała już w najlepsze. Ratusz, ulice, rynek były udekorowane, co dodawało miastu niesamowitego uroku.
Niektóre ulice wyglądały jak gdybyśmy mieli karnawał, i gdyby nie wysoka temperatura pozwalająca spędzać wieczór bez żadnego okrycia z pewnością można by było tak pomyśleć.
Oczywiście w takim mieście nie może zabraknąć uroczych placów z fontannami.
W Alicante mieliśmy jeden pełny dzień, który postanowiliśmy w dużej mierzy spędzić nad morzem. Jest tu ładna promenada nadmorska, piaszczysta długa plaża i ciepła już w czerwcu woda, która bez problemu pozwalała na kąpiele.
Przy plaży znajduje się wejście na górujący nad miastem, położony na wysokiej skale zamek Świętej Barbary. Na zamek można dostać się pieszą drogą, bądź też windą wydrążoną w skale. My oczywiście wybraliśmy windę. Według informacji, które czytałam, koszt wjazdu to kilka euro w dwie strony, natomiast nikt od nas nie chciał żadnych pieniędzy (może była sjesta:) ?) i wjechaliśmy za darmo.
Widoki z góry na całe miasto robią wrażenie. Widać i cała plażę i pełen niewielkich statków port.
Widać też były nadchodzące chmury zwiastujące deszcz albo nawet i burzę.
Po zejściu (a właściwie zjechaniu) na dół okazało się jednak, że chmury ustąpiły, a my mogliśmy z powrotem udać się plażę i podziwiać zamek tym razem z dołu.
Po południu wybraliśmy się na spacer po mieście. Gdzie się nie spojrzało, wszędzie był jakiś festyn, na ulicach mnóstwo jedzenia, a zapach hiszpańskich potraw unosił się w powietrzu.
W Alicante pochodziliśmy również po pubach. Zawsze warto rozróżnić miejsce, gdzie podawane jest jedzenie, a gdzie tylko picie (czasem ciężko o tym zdecydować stojąc przed lokalem). Tam gdzie podawane jest jakiekolwiek jedzenie, cena napoi jest zdecydowanie wyższa. Jeśli natomiast pójdziemy do typowego baru (na świeżym powietrzu oczywiście) za piwo powinniśmy zapłacić około 1,5 EUR.
Charakterystyczna promenada wzdłuż portu ma ciekawie ułożony chodnik. Niemniej jednak to nie jedyne miejsce na Półwyspie Iberyjskim, gdzie możemy spotkać się z taką promenadą. Podobną widzieliśmy również w Lizbonie.
W porcie jak zwykle można podziwiać różnego rodzaju statki: od niewielkich łódek po ekskluzywne jachty.
Podsumowując naszą krótką wizytę w Alicante możemy zdecydowanie polecić to miasto, nie tylko na krótki wypad, ale również na cały tygodniowy urlop. Nie można przy tym zapomnieć, że Alicante to tylko jedno interesujące miejsce,a na całej Costa Blanca jest ich mnóstwo.
My z Alicante powędrowaliśmy na dworzec Renfe, gdzie wsiedliśmy do pociągu, który zawiózł nas do Tarragony, kolejnego miejsca naszego tripa.
Dodaj komentarz